Po meczu Lechia - Kaszubia
Trzecioligowa jesień już za nami. Jej ostatnim akcentem było rozegrane w minioną sobotę zaległe spotkanie drużyn Lechii Gdańsk oraz Drutexu Kaszubii Kościerzyna. Remis 1:1 nie zadowolił tak do końca żadnej ze stron.
- Trudno się cieszyć, skoro do pełni szczęścia zabrakło nam dosłownie kilkudziesięciu sekund - mówił wyróżniający się w tym spotkaniu pomocnik gości, Wojciech Pięta. - Przełomowym momentem meczu była czerwona kartka, którą ujrzał w 81 min Robert Sierpiński. Gdy graliśmy po jedenastu, to wydaje mi się, że byliśmy stroną dyktującą warunki. W końcówce, gdy szyki się rozluźniły, Lechia uzyskała już zdecydowaną przewagę.
- Graliśmy dobrze, ale piłka jakoś nie chciała wpaść do siatki - komentował mecz gracz Lechii, Jakub Biskup. - Nie mieliśmy zwyczajnie szczęścia, bo uważam, że w przekroju całego spotkania byliśmy zespołem lepszym.
To był dobry, ale i dziwny mecz. Lechii wydawało się, że pójdzie jej dość łatwo. Być może gdańszczanie kierowali się tym, że przyjezdni - do czasu meczu przy Traugutta - zdobyli w tej rundzie ledwie jeden punkt na wyjeździe. Tymczasem okazało się, że podopieczni Tomasza Kafarskiego wcale nie zamierzają się kurczliwie bronić. Umiejętnie rozbijali ataki gospodarzy w środku pola. I przede wszystkim sami stwarzali zagrożenie pod bramką Kamila Bieckego. Zwłaszcza Piotr Wiśniewski. Napastnik Kaszubii zdobył w tym meczu dwa gole. Tyle, że pierwszego sędzia nie uznał. Dobra gra Wiśniewskiego w tej rundzie (zdobył 10 goli) spowodowało zainteresowanie tym piłkarzem ze strony innych klubów. Zaproszenie na testy wysłał Kolporter Korona Kielce. Wstępne zainteresowanie wyraziła też - choć na razie nieoficjalnie - Lechia. Tyle, że Wiśniewskiemu niespieszno odchodzić z Kościerzyny.
A gdańszczanie? W pierwszej połowie zagrali najsłabiej w tej rundzie. Tak przynajmniej mówił trener Marcin Kaczmarek. Ale w tym czasie stworzyli cztery dogodne, w tym dwie idealne, sytuacje do zdobycia gola. Po przerwie mieli ich jeszcze więcej. Zwłaszcza w końcówce. Tyle, że skuteczność biało-zielonych była zatrważająca. Dopiero w 90 min Marek Wasicki odczarował bramkę gości.
- Ja cieszę się, że moi napastnicy w ogóle dochodzą do sytuacji. Na przykład Marka Wasickiego piłka szuka w polu karnym. Nie zawsze jednak potrafi to wykorzystać. Roland Kazubowski również, ale on w piłkę gra dopiero od 3,5 roku. Jeszcze przyjdzie na nich czas - tłumaczył swoich zawodników Kaczmarek.
Mecz przeszedł do historii, a w obu klubach już myśli się o wiośnie. Może za wcześnie jeszcze na stawianie sobie jasnych celów, jednak przyszedł czas na rozmowy na temat przyszłości z zawodnikami dotychczas występującymi. W Kościerzynie jeszcze w tym tygodniu zbierze się w tej sprawie zarząd klubu. W Gdańsku wszystko ma być jasne do 5 grudnia.